poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Highway to HEL ;)

Wróciliśmy. Już ponad tydzień temu, ale zdjęcia dopiero teraz. Pierwszy dzień-Hel. Obowiązkowo foczki, latarnia i przypadkiem wystawa motyli. Wrażenia fantastyczne. 

Ta foczka z tęsknotą wypatrywała opiekunów albo rybek, które mieli przynieść.
Tkwiła w pozycji "peryskop" jakieś pół godziny, z małymi przerwami.











D-Day, niestety trochę późno zaczynały się pokazy, a nasza wycieczka była już wycieńczona. Ale pojazdy, całe zaplecze odtwórców bardzo fajne. Może na ortografii słabo się znają :) (brak zdjęcia, kto czytał opis przy obozie niemieckim, ten wie), ale odtwórstwo jak najbardziej ok.

A oto i nasza szanowna wycieczka w całej krasie, plus ja po drugiej stronie obiektywu. Dziewięć osób i wesołe zamieszanie :)


Następny przystanek - Oliwa. Może jutro wrzucę zdjęcia.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Ukranenland

W Ukranenlandzie jest cicho, spokojnie, drewna pod dostatkiem, wszystko idzie swoim torem, bez pośpiechu, urlop jak się patrzy. Odpoczęliśmy od dzieci, dzieci odpoczęły od nas, za rok planujemy przyjechać tu w czwórkę. 
Bardzo udana impreza, wieczorem przemiła biesiada, w nocy deszcz spadających gwiazd, nad ranem piękne słońce. Cud, miód, malina :) 

















czwartek, 9 sierpnia 2012

Burza

Wczorajsza wycieczka rowerowa w celu zakupienia jakichś wierteł i ciasteczek na wieczór zakończyła się totalną klapą. Wyruszyliśmy, kiedy świeciło słońce, za chwilę niebo wyglądało już tak:
Po przejechaniu kolejnych może 500 metrów złapała nas taka burza, że mieliśmy w minutę przemoczone trampki, spodnie, kurtki i ewakuowaliśmy się do domu.

Jeszcze wróćmy do Wolina, tak wyglądało ugniatanie siana przyniesionego do namiotu.



wtorek, 7 sierpnia 2012

Jeszcze jedno

Zerkamy z góry i oto co widzimy:
Zdjęcie, jak widać nie mojego autorstwa.

Wolin - Jomsborg - Wenecja :)

Wróciliśmy właśnie z czterodniowej podróży w czasie. Festiwal zaczął się jak zwykle pięknie, skończył jak zazwyczaj - pływająco. Nasz nowy namiot spisał się fantastycznie, nie przecieka mimo ulewy, burzy z piorunami i innych wybryków natury. Gorzej z podłożem, które jak co roku szybko nasiąka wodą, natomiast schnie bardzo mozolnie.
Handel poszedł w miarę przyzwoicie, przehandlowaliśmy przeszywkę, zakupiliśmy cebrzyk i patelnię, a także skórę na lampiony. Poza tym kilka drobiazgów ku ogólnej uciesze dzieci :)
Córcia wzięła udział w konkursie na najładniejszy warkocz i dostała nagrodę w kategorii junior - zdjęcie nagrody w najbliższym czasie - jeszcze raz podziękowania dla Darka
Teraz czas na zdjęcia:









Niezawodni turyści stwierdzili oczywiście, że to prawdziwa kaczka, dzięki nim nawet paskudny dzień staje się piękniejszy ;)

Żerca podążający na pole bitwy - wróżba z koniem i włóczniami.

Po burzy zawsze tęcza, nawet podwójna.


Taki ( albo ładniejszy) lampion zamierzamy zrobić, zdjęcia niebawem. 

Tam w niebieskich śpiworkach na łożu nasze śledziki...


Palenisko w chacie, po co ja to opisuję?

Turniej "piątek", a właściwie "Bitwa o most".

Ta konkurencja jest widowiskowa, aż żal było patrzeć, jak w deszczu wpadali do wody, brrrr.




Już nie "Tato, kup mi liska", tylko "Tato, jaki ładny pierścioooneeek" opatrzone pięknym uśmiechem.