Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poland. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poland. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 lipca 2015

Pomorze

Morze. Chyba w Jastrzębiej Górze.


Latarnia, jedna z 13-tu nad naszym wybrzeżem. Rozewie.


Sławutowo. Miejsce zbudowane między innymi przez Valerkę. Kto zna, ten wie :)
Warto, naprawdę warto tam zaglądać. 


Sopot. Widać zresztą.


Rybak.


Gdańsk. Kulawo, ale poczłapaliśmy.


Po powrocie do domu - remont. Ładnie tu teraz. Jeszcze zakryjemy rurki i będzie super. Czego brakuje na zdjęciu? Półek na książki! 


sobota, 20 czerwca 2015

Kolejny atak na Warszaffkę

Znów powitała mnie deszczem.
Ale później było już tylko lepiej. Poza szkoleniem miałam całe popołudnie na zwiedzenie chociaż cząstki tego, co chciałabym w Warszawie zobaczyć.


Od czego zaczęłam? Od Starego Miasta oczywiście. Piechotą przez Krakowskie Przedmieście aż do Barbakanu i jeszcze hen, hen dalej. 









Już mam plan, co zobaczę następnym razem.

piątek, 19 czerwca 2015

Straszne zaległości

Wszędzie - w domu, w robótkach, w planach.
Pogoda nie dopisuje, a jak już jest ładnie, to chwytamy każdą chwilę i znów wszystko odkładam na boczny tor.

Za nami mnóstwo wydarzeń, rozłożę je chyba na kilka postów, bo nie sposób opisać wszystko w jednym.


Na początek był Dzień Dziecka. I podróż na wielkie święto naszej rodziny i przyjaciół. Zdjęć nie będzie, może kiedyś.


Później był turniej siatkówki. II miejsce :)


Następny weekend to były Baltic Tall Ships Regatta.


I wolontariat w VIII Ogólnopolskim Konkursie Udzielania Pierwszej Pomocy organizowanym przez SOSW dla Dzieci Niesłyszących. Świetna impreza, wpisaliśmy ją właśnie w kalendarz corocznych "musimy tam być". 


Poza tym znalazł się również czas na spotkania ze znajomymi, na spacery, na czytanie książek. Chociaż śpimy coraz krócej...

czwartek, 5 marca 2015

Warszafffka

Zapłakana, zaśnieżona. Brzydka.
Rainy, snowy, ugly.


niedziela, 22 lutego 2015

Szczytno

Co prawda byłam tam na początku lutego, ale czas jakoś tak szybko zleciał... 
Teraz leżę chora, wszyscy już się w domu wyleżeli, teraz moja kolej.
I was there in the beginning of February-time flies so fast.
I'm sick now-after everyone in my home.





poniedziałek, 10 listopada 2014

Zwiedzamy

Tak się złożyło, że w tym miesiącu odwiedzamy nowo powstałe ciekawe miejsca w Szczecinie.


Na pierwszy ogień poszła Filharmonia - budynek, którego kształt dzieli mieszkańców. Według mnie mimo swojej odważnej formy jest piękna. Wnętrze również. Poza tym przyciąga fantastycznych muzyków.


Następnie obejrzeliśmy Arenę. Cały dzień spędziliśmy na spotkaniach ligowych młodziczek dopingując UKS Pomorzanki, a wieczorem pojechaliśmy obejrzeć mecz Chemik Police - Muszynianki. 


Cieszę się, że nasze miasto doczekało się takiego miejsca, po tylu latach oczekiwania.


Mecz wygrały siatkarki Chemika Police. Swoją drogą, kto nie widział kibiców tej drużyny, powinien to nadrobić :)
W niedzielę obowiązki nie pozwoliły nam pojechać na Festiwal Siatkówki, ale Pomorzanki znowu pokazały co potrafią i zajęły III miejsce. Jest dobrze.

czwartek, 31 lipca 2014

sobota, 14 czerwca 2014

Dni Morza

Tak naprawdę ostatni tydzień był bardzo intensywny, jak każdy ostatnio. Zaczął się od rozgrywek sportowych rodzice kontra dzieci. Potem były przedstawienia, zaległe dni Mamy i Taty w szkole. 


A dzisiejszy dzień zaczął się tak:


Nie, nie pomyliłam się, zdjęcie jest prawidłowo odwrócone. Taki widok zobaczyłam nad sobą otwierając rano oczy.


Potem był czas na kawkę w nowym miejscu... zdania co do miejsca podzielone... czysto, schludnie, nowocześnie, jasno, ale mamrocząca obsługa... nie napiszę, gdzie byliśmy :)


W czasie, kiedy my spędziliśmy czas na czytaniu/wędrowaniu po okolicach, A. robiła lizaki na urodzinach koleżanki. 


Tytułowe Dni Morza zaczęliśmy od odwiedzenia szczecińskiej Wenecji.


Głównym celem był Sztandart, który odpłynął, zanim do niego doszliśmy. Co roku nie mamy do niego szczęścia, albo jest za ciemno, albo odpływa... a jest taki ładny.


Powrót przez zabudowę fabryczną. Kto i kiedy zabierze się za to miejsce?

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Dzieje się...

Czerwiec miał być intensywny - i jest. Tydzień upłynął pod tytułem wycieczki do Ustki. A. wróciła bardzo zadowolona. W domu zapanowały w tym czasie ośmiorniczki oraz kaszanki, na które A. nie może patrzeć, nie mówiąc o jedzeniu. Ja zresztą też. 


Uszyłam sobie lnianą sukienkę. Oczywiście na wyjazdy. Mama skroiła ją idealnie, więc szycie było przyjemnością. Jeszcze tylko dwie pary portek i przerobienie dwóch koszul.


 Zwieńczeniem tygodnia było V Święto Cykliczne.


Przyjechałam na imprezę z grupą z Gartz.


Pogoda była wściekle upalna. Cieszę się, że dzieciaki nie pojechały ze mną, a dziwię się rodzicom, którzy zabrali maleństwa na taki morderczy przejazd. Żar z nieba, masa rowerzystów bez wody, bez czapki chociaż. 



Wracałam krótszą drogą, nareszcie miałam czas zatrzymać się i obejrzeć kilka kątów. Moje nogi nie są szczęśliwe, wychodzi brak czasu na rower oraz działające zaledwie dwie przerzutki. Ale jestem twarda, pedałowałam przez 7 godzin.