Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gift. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gift. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 grudnia 2014

Nadchodzą zmiany :)

Ale nie o tym dzisiaj.


Mikołajki były bardzo udane.


Oczywiście Elfy szyły się na ostatnią chwilę, noc zarwana :) 



Pozostałe drobiazgi powstały wcześniej.


Na Jarmarku kupiliśmy ceramikę, kawał ładnego drewna i tradycyjnie szczecińskie pierniki.




Brakuje Jack'a Frosta. Kto wie, może kiedyś?

środa, 26 listopada 2014

Obłęd w oczach, tarka w gardle

Nadal siedzę w domu i usiłuję się nie odzywać, żeby odzyskać głos.
Piję hektolitry herbaty z cytryną i imbirem, owijam się szalem, ale efekty są marne. 
Świąteczne przygotowania to jeszcze jakaś odległa przyszłość, chociaż wszystko już wymyślone/zamówione/pochowane :)
Szukam nadal kilku inspiracji, ale to już raczej drobiazgi wieńczące całość. 


Oczywiście nie jest tak, że wszystkie rzeczy już wydziergałam, muszę jeszcze znaleźć choć jeden lub dwa dni, kiedy będę całkiem sama w domu i usiądę na dłużej do maszyny. Tak czy inaczej na pewno z czymś zostanę na ostatni dzień, a raczej noc :)

środa, 13 sierpnia 2014

"Dostasie"

Skoro są "przydasie" to są i "dostasie". Równie udane.


Więcej zdjęć u autorki tego pokrowca na druty/szydełka/inne. To było zamówienie zwrotne, za moje haftowane liście. Jestem bardzo zadowolona, planowałam uszyć coś takiego od dawna, ale jakoś się nie składało... ;)



Ten jaspis wybrałam sobie sama, chyba nigdy nie zastanawiałam się tak długo, którą rzecz wybrać. Ostatecznie drogą eliminacji zdecydowałam się na ten kolor. Bardzo go lubię.


A taki poręczny moździerz dostałam niespodziewanie od Gniewki. Co za miesiąc!
W następnym poście pokażę, co namotałam będąc w skansenie w Ukranenlandzie. Dzisiaj już zaczęłam przyszywać to "coś" do sukni.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Ile??

Tak, tak. Niektórzy tak właśnie zareagowali podczas moich ostatnich urodzin, które właśnie za mną. Nie jest źle, tylko dzieci mi rosną :)


Mimo, że spędziłam 10 godzin w pracy, to był to przemiły dzień. Przyszła do mnie Mama, z pięknym storczykiem.
Dostałam też żółtego kwiatka od Żółtego.


W domu czekał na mnie bukiet róż od Taty. 



Czekały też na mnie dzieci i mąż, z kwiatkiem, prezentami i ciastem z 35 świeczkami. Zdmuchnęłam! I jeszcze telefony, telefony... dziękuję wszystkim za pamięć i życzenia!


A, nawet Wielki Brat Google o mnie pamiętał.


Kolejnego dnia codzienność powróciła. Umyłam okna, na które od razu spadł deszcz z gradem. Ale w domu już widać wiosnę. 

środa, 25 grudnia 2013

Ciepła ta zima

Świąteczne szaleństwo jakoś nam się w tym roku nie udzieliło. Kupiliśmy wszystko za jednym razem, część rzeczy przez internet, nie staliśmy w żadnej kolejce. Choinkę chłopcy kupili bez problemu ( w zeszłym roku było ich mniej, czy po prostu później się za tym rozejrzeli? )
W pracy oczywiście przedświąteczny rwetes, kręgosłup dostał za swoje. 
Dzieci zadowolone, a to jest najważniejsze :)
A oto kilka drobiazgów, które uszyłam dla dzieci naszych i nie tylko :)




Tutaj oczywiście A. zorientowała się, że to robota Mamy. Próbowałam się wykręcić, ale mi nie uwierzyła. Szalik mnie zdradził, bo mam taki sam.




środa, 27 listopada 2013

Praca wre...

Elfy, czy inne stworki pomagające Gwiazdorowi mają ręce pełne roboty. Podglądamy zatem postępy w ich pracy ;)


Szyją...


uczą się dziergać na pięciu drutach...


wstają skoro świt...


i znowu szyją...


przymierzają...


i tak w kółko.



Tym samym ogłaszam, że Elfy skończyły swoją pracę. Teraz powstaje obrazek już tylko dla mnie i dla mojej własnej przyjemności, w planie jest następny, wzór już czeka. Skarpetki z kolejnej ciekawej wełenki kupionej w Schwedt powstaną później. List do Mikołaja powolutku staje się coraz krótszy, książki już zamówione, inne drobiazgi zaczynają się chować po kątach :)


poniedziałek, 27 maja 2013

Projekt zakończony.

Mogę teraz wszystkim zainteresowanym pokazać,co powstawało przez ostatni miesiąc (albo i dłużej). To prezent ślubny dla bliskiej mi osoby (osób) :)


W tej butelce o ile dobrze pamiętam - wino ryżowe, którego autorem jest mój mąż.


W tym niepozornym słoiczku miód rozmarynowy.


Tutaj piwo Irish Stout, również produkcji własnej.


Liście kafiru, niezbędne w kuchni tajskiej.


Sos rybny, również do tejże kuchni...


Taki tam obrazek z datą ślubu... zdjęcie nie najlepszej jakości, bo oczywiście przypomniałam sobie o aparacie, kiedy wszystko było już popakowane w folię.


Tutaj prezent w całej okazałości. Osobiście nie byłam zadowolona z efektu końcowego, ale mam nadzieję, że obdarowani są zadowoleni. Otóż oprócz tych drobiazgów typu herbaty - czarna, zielona i biała (tak było?) i wspomnianych napitków itp., były tam również inne przyprawy potrzebne w kuchni tajskiej, której para młoda wcześniej u nas zasmakowała, serwetka mojej roboty, igielnik (zdjęcie poniżej), gra "Pan tu nie stał", drewniane szpatułki i blender. Jeżeli o czymś zapomniałam, to trudno, może sobie jeszcze przypomnę. 



Ponieważ Młodzi zażyczyli sobie zamiast kwiatów książki, dlatego dostali sprawdzoną przez nas pozycję:


Dlatego właśnie cały prezent był tak bardzo monotematyczny, chcieliśmy, żeby miało to swój początek i koniec. Mam nadzieję, że Parze Młodej się spodobał, chociaż w części :) 

Mam mnóstwo tematów do opisania, ale po kolei, w ciągu kilku dni wszystko się pojawi.

sobota, 17 grudnia 2011

Post świąteczny

Cały naród szaleje w galeriach handlowych, co nawet widzę przez okno. Miałam dzisiaj przyjemność wejścia do pobliskiej galerii, skąd uciekliśmy zanim dobrze się rozejrzałam. Wpadliśmy tylko do dwóch małych sklepików w celu zakupienia konkretnych rzeczy i uciekliśmy czym prędzej do samochodu. Cały dom wysprzątany-w zeszły weekend sprzątaliśmy w dziwnych zapomnianych kątach, wczoraj tylko ogólne kurze, mycie podłóg itp. Dzisiaj tylko ten chwilowy wypad z domu i kuchnia... upiekłam karkówkę, ugotowałam rosół, upiekłam drożdżówkę, pizzę i jeszcze chleby. Z tego wszystkiego chyba do chlebów dałam za mało albo wcale soli. Chleb wyszedł bleeee... ale trudno, mamy 3 bochenki, które trzeba będzie pochłonąć. Analizowaliśmy dzisiaj co i gdzie w domu ukryć przed zgrabnymi rączkami dwulatka, który wraz ze swoimi rodzicami i dwumiesięczną siostrą przyjedzie do nas nad ranem. Bardzo się cieszę, bo 1,5 roku nie widziałam mojej przyjaciółki, a za dwie godziny ruszają całą ferajną z Wiednia prosto do nas. Dlatego Święta to jeszcze dość odległy temat dla mnie, na razie żyję tą wizytą. Zdjęcia będą :)
Teraz jakieś w kiepskim świetle robione zdjęcia z tego tygodnia, żadnych rewelacji, muszę się bardziej ogarnąć i wtedy obiecuję samej sobie, że zdjęcia będą lepsze.