Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bicycle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bicycle. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 maja 2015

Maj




Majówka pełna była spotkań z dawno nie widzianymi znajomymi. Spędziliśmy przemiły czas w Nowym Browarze - to będzie chyba nasze nowe ulubione miejsce. Zupa cebulowa, piwko, kaszanka, wnętrze, cisza, przestrzeń. Obejrzeliśmy też Starą Rzeźnię - może innym razem nas czymś zachwyci...  


Wróciłam do robótek. Muszę :)

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Dzieje się...

Czerwiec miał być intensywny - i jest. Tydzień upłynął pod tytułem wycieczki do Ustki. A. wróciła bardzo zadowolona. W domu zapanowały w tym czasie ośmiorniczki oraz kaszanki, na które A. nie może patrzeć, nie mówiąc o jedzeniu. Ja zresztą też. 


Uszyłam sobie lnianą sukienkę. Oczywiście na wyjazdy. Mama skroiła ją idealnie, więc szycie było przyjemnością. Jeszcze tylko dwie pary portek i przerobienie dwóch koszul.


 Zwieńczeniem tygodnia było V Święto Cykliczne.


Przyjechałam na imprezę z grupą z Gartz.


Pogoda była wściekle upalna. Cieszę się, że dzieciaki nie pojechały ze mną, a dziwię się rodzicom, którzy zabrali maleństwa na taki morderczy przejazd. Żar z nieba, masa rowerzystów bez wody, bez czapki chociaż. 



Wracałam krótszą drogą, nareszcie miałam czas zatrzymać się i obejrzeć kilka kątów. Moje nogi nie są szczęśliwe, wychodzi brak czasu na rower oraz działające zaledwie dwie przerzutki. Ale jestem twarda, pedałowałam przez 7 godzin.


niedziela, 25 sierpnia 2013

Lubieszyn.

Dzisiaj na drugie śniadanie pojechaliśmy do naszych zachodnich sąsiadów.
Przez okoliczne wioski i wioseczki, powolutku, jakieś 14 czy 15 kilometrów w jedną stronę.

Today we rode to eat our second breakfast in the land of our neighbours. We were riding slowly 14-15 km one way through the villages. 



Jeden słupek graniczny, drugi i jak to powiedział P. "ziemia niczyja".

One border post, another one, and like P. said "nobody's land".


Planowaliśmy pokonać tę trasę w obie strony w jakieś 4-5 godzin. Zajęło nam to faktycznie 3,5 godziny. W drodze powrotnej mieliśmy cały czas wiatr w oczy. Moja porażająca ilość przerzutek w liczbie 3 i moje olbrzymie mięśnie nóg dały radę. Mam już plan na następną wycieczkę, ale nie wiem, kiedy to nastąpi, bo z dziećmi to jeszcze za daleko :) 

We planned to do this route both ways in 4-5 hours. Actually it took us 3.5 hrs. On our way back home there was a wind blowing in our direction. My incredible amount of gears (3) and my huge leg muscles did their best, and I made it. I have a plan for another ride, but I don't know when it is going to happen. For children the distance is too huge.

niedziela, 9 czerwca 2013

Święto cykliczne

Dojechaliśmy dzisiaj na Jasne Błonia na Święto Cykliczne. Zrezygnowaliśmy z przejazdu przez całe miasto, ale tak czy inaczej dzieciaki przejechały jakieś 20 km. Jesteśmy bardzo zadowoleni, bo daliśmy radę, wszyscy! Po drodze najmniejszy rowerzysta trzy razy gubił pedał, ale po pomocy serwisanta udało się przykręcić niesforną śrubę solidnie i mogliśmy wrócić do domu bez przygód :) Piknik tak jak należy obfitował w naleśniki amerykańskie, jabłka i gruszki. Kto nie jadł, niech żałuje.


Dzień wcześniej byliśmy na trzech festynach, wrażenia niezapomniane.


Ten pan nas zauroczył. Żałuję, że nie zrobiłam Mu zdjęcia z tyłu, kostium był fantastyczny, ten plecak, okulary... 



piątek, 25 stycznia 2013

Zabawy zdjęciami

Dzięki podpowiedzi Agafii zaczęłam obrabiać zdjęcia. Wiem, że moje fotki są marnej jakości, szczerze się przyznaję, że nie poświęcam temu czasu. Teraz trochę się pobawiłam zgodnie z zaleceniami Natalii.
Efekty pewnie będą śmieszne, ale próbuję :)


Za oknami ciągle śnieg, temperatura w ciągu dnia -8, w nocy nawet -12. Sarenki codziennie przychodzą na okoliczne pola. 


Piknik w Londynie. Na jezdni sierść mega-kota.


Nawet most zwodzony nie jest przeszkodą.



Rowery przechodzą zimowy przegląd.


Przygotowuję się do Kiermaszu Wielkanocnego. Praca wre, mimo wszystko... 

Zapomniałam. Chciałam Wam pokazać jeszcze kwiatka. Oto on:





czwartek, 27 września 2012

Wrze(je)sień

Nasza typowa jesień. Deszcz. Chociaż wrzesień był całkiem ładny, teraz dopiero leje z nieba. Kilka migawek z mijających tygodni.


Spacer po ścieżce zdrowia, długie rozmowy o planach na życie bliskich nam osób, piknik na polanie widokowej i wreszcie odlatujące ptaki:



 Pochłania mnie nasz nowy projekt, Agata notorycznie przeszkadza we wszystkich pracach. Szczegóły wkrótce.
  

A. wzbogaciła się o nowy rower :) Robimy więc ostatnie krótkie przejażdżki.


Mały troll nie ma nóżki przy rowerze.


Orzechy! Zimą będziemy wcinać orzechy, dżemy, suszone owoce, a popijać będziemy herbatą z miodem, albo własnym winem :) "Tylko" ten śnieg...




czwartek, 9 sierpnia 2012

Burza

Wczorajsza wycieczka rowerowa w celu zakupienia jakichś wierteł i ciasteczek na wieczór zakończyła się totalną klapą. Wyruszyliśmy, kiedy świeciło słońce, za chwilę niebo wyglądało już tak:
Po przejechaniu kolejnych może 500 metrów złapała nas taka burza, że mieliśmy w minutę przemoczone trampki, spodnie, kurtki i ewakuowaliśmy się do domu.

Jeszcze wróćmy do Wolina, tak wyglądało ugniatanie siana przyniesionego do namiotu.



wtorek, 24 lipca 2012

Rowery cztery

Dołączamy właśnie do grona aktywnych rowerzystów. P. dał się namówić po kilku latach mojego biadolenia, że rower naprawdę potrafi być fajny. Dał sobie kupić rower i ruszyliśmy na nasze pierwsze dłuższe eskapady. Na razie jakieś 3 do 5 kilometrów w jedną stronę, ale jak na najmniejszego W. pedałującego zawzięcie na rowerku o 12 - calowych kółkach i tak uważam, że nieźle.
Ha! Pierwszą nagrodą dla wzmocnienia chęci dzieci była wycieczka do M na lody i po zabawkę. Lody okropne, ale radość dzieci niespotykana.


 To było ostatnie zdjęcie W. na małym rowerku, następnego dnia wsiadł na rower siostry i po prostu pojechał, ku mojemu zdziwieniu. A siostra wsiadła na Wigry 3 i też pojechała. Zapominam, że dzieci rosną. Tak szybko rosną.

Agata zawstydzona, za to Maciek bezwstydny...