środa, 24 lipca 2013

Smacznie i zdrowo

Po powrocie z urlopu zaczął się czas wzmożonej pracy, współpracownicy też muszą iść na urlop :) Dlatego co drugi dzień kiedy jestem w domu jemy różne smakołyki, próbujemy różnych browarów przywiezionych z Austrii, nadrabiamy zaległości i odpoczywamy. 




Nie będę nudna, nie pokażę zdjęć wszystkich browarów, ale wspomnieć należy(!), że Gold Fassl zasługuje na szczególną uwagę. Polecamy. Zwettler też.


O tym zapomniałam. Oto niektóre za skarbów, które przywieźliśmy. Te drobiazgi oraz wina i browarki powędrowały do bliskich nam osób, nam zostają nasze wspomnienia.


Wcześniej nie wspominałam chyba, że odwiedziliśmy Naschmarkt. Oj, gdybyśmy tam mieszkali, to byłby nasz obowiązkowy punkt programu podczas zakupów. Świeże sery szwajcarskie, ryby, oliwki, generalnie owoce i warzywa wszelkiej maści, przyprawy, zioła, miody... Ceny oczywiście różne, ale można szukać, próbować... Najdokładniej obejrzeliśmy wszystkie półki w sklepie z produktami wschodnimi, stąd nasze ulubione przyprawy i miseczka :)

poniedziałek, 22 lipca 2013

Dom Muzyki

Muzeum muzyki jest świetnym miejscem do złapania oddechu. Mieści się w pięknej kamienicy, zajmuje właściwie cały kwartał. Podwórko zadaszone szkłem, a każde piętro mimo zewnętrznych pozorów starości skrywa w sobie nowoczesne wnętrza.   


Pierwsze piętro mieści na przykład małą salę, gdzie można wysłuchać noworocznego koncertu wiedeńskich filharmoników. Zasiedzieliśmy się i gdyby nie dzieci, siedzielibyśmy jeszcze długo. 
Kolejne piętro to sonosfera, gdzie można nagrać własną płytę, posłuchać dźwięków ulic z różnych światowych stolic, dźwięków jakie dziecko słyszy w łonie matki itp.


Piętro kolejne to wędrówka przez pokoje kolejnych istotnych dla Wiednia wielkich kompozytorów. Oryginalne partytury - nie do odczytania ;) instrumenty muzyczne, ulubione okulary i inne osobiste drobiazgi należące do artystów.


Plakaty... tutaj trzech wielkich kompozytorów razem.


Ostatni rzut oka na stare miasto.


Ślinimy się do torcików Sachera.


Ostatni punkt to Opera. Szkoda wracać do domu...
Po powrocie na liczniku 1666 kilometrów. 

niedziela, 21 lipca 2013

Dni ostatnie.

Pogubiłam się, w każdym razie kolejny dzień spędziliśmy na miejskim kąpielisku. Pogoda obłędna, dzieci potrzebowały chociaż jednego dnia przerwy, bez zwiedzania muzeów :)
Następnego dnia zwiedziliśmy Muzeum Techniki. Zbiory są niesamowite. Zaczynając od maszyn latających, lokomotyw i wagonów przez statki, samochody, motory, rowery, instrumenty muzyczne, roboty, maszyny tkackie, po elementy wyposażenia huty...  


Na dzień dobry powitała nas satelita.


Mnie osobiście zauroczyły wszelkie dioramy, makiety i inne tego typu instalacje. 


Powyżej - stawianie obelisku. Poniżej - maszyna do tkania symetrycznych wzorów.





sobota, 20 lipca 2013

Dzień piąty i szósty.


Piątego dnia po prostu wędrowaliśmy po mieście. Szliśmy Ringiem, żeby obejrzeć z bliska wszystkie ciekawsze budynki. Ring biegnie wzdłuż dawnej linii murów miejskich. Zdjęcie pierwsze: Teatr Miejski, zdjęcie drugie: jeden z pomników przed okazałym budynkiem Parlamentu, zdjęcie trzecie: jeden z kanałów przepływających przez centrum Wiednia. Tutaj akurat fragment przepływający wzdłuż Parku Miejskiego, w którym mieści się słynny złoty pomnik Straussa.  



Te kanały zostały zbudowane na wypadek wylania Dunaju. Znajomi, którzy od dziesięciu lat mieszkają w Wiedniu mówią, że nigdy nie widzieli, żeby choć dno kanału było wypełnione wodą. Nie wiem niestety, jak było w latach wcześniejszych. Mam nadzieję, że nigdy dotąd nie były pełne i nigdy nie będą.

czwartek, 18 lipca 2013

Wiedeń. Dzień trzeci i czwarty.

Nasze wędrówki przez Wiedeń były bardzo męczące. Upał dochodził do 30˚C, między budynkami było pewnie jeszcze cieplej. A my zawzięcie, z uporem maniaka zwiedzaliśmy kolejne muzea, wystawy, podziwialiśmy parki i architekturę budynków. Przeciętny obywatel powie, że po co to, że lepiej położyć się plackiem na plaży. A my o takim właśnie urlopie marzyliśmy i taki mieliśmy :)
Our trips through Wien were very tiring. The heat reached 30C, between the buildings it was far hotter. We were maniacally visiting museums, exhibitions, admiring parks and some buildings' architecture. A common citizen may say than one should lay down on the beach instead of torturing oneself with such activities. But for us this kind of holiday was the best.

Na początek Glorietta. We wnętrzu kawiarenka. Piękne miejsce na wypicie kawki i zjedzenie apfelstrudla. Mała Glorietta mieszcząca się w głębi parku miała ciekawsze zastosowanie. Spotykali się w niej wracający z polowania. Albo odbywały się w niej schadzki. 
At the very beginning Glorietta. There was a small cafe inside. A beautiful place to drink coffee and eat apfelstrudel. A small Glorietta which is placed inside the park had more interesting usage. Coming-back hunters used to meet there. Sometimes there were some secret lovers' meetings.


Z wysokości Glorietty rozciąga się piękny widok nie tylko na główną część parku, również na miasto. Park jest oczywiście otwarty dla wszystkich (oprócz na przykład labiryntów dostępnych do zwiedzania po uiszczeniu stosownej opłaty), w związku z czym można w nim spotkać studentów pochłaniających w cieniu książki oraz zasapanych biegaczy. 
A magnificent view you can see from Glorietta. Not only does it overlook the main part of the park but also the city. The park is opened for everyone (apart from the maze where a small fee must be paid to enter) that's why you can meet students devouring books in the shade and breathless runners.



Kolejną atrakcją, którą warto obejrzeć, jest Wagenburg. Karoce, dorożki, uprzęże i szaty. Bo jak inaczej nazwać na przykład to cudo - tren doczepiony do sukni ślubnej Sissi - wyszywany złotą nicią. Arcydzieło.
Another attraction which is worth seeing is Wagenburg. Carriages, coaches, droshkies, harnesses and attires. Looking at this masterpiece - the train attached to Sissi's wedding dress - embroidered with a gold thread. A real masterpiece.


Światło w tych pomieszczeniach było naprawdę słabe mimo ogromnych okien, poza tym obowiązywał zakaz używania lampy błyskowej.
The light in those rooms was very bad in spite of big windows there. Moreover, flash light was forbidden to be used.


Zdobienia na karocach to temat na osobny post, który pewnie pojawi się niebawem.
The decorations on the carriages involve a separate post which may appear soon.


Na nasze nieszczęście zamknięta była przecudna palmiarnia, ale obejrzeliśmy chociaż Desert House.
Unfortunately, the greenhouse was closed. However, we visited the Desert House instead.

Nie wiem oczywiście jak nazywa się ta jaszczurka (?), ale nie wyglądała na szczęśliwą, zawzięcie usiłowała się wydostać ze swojego terrarium. Nic dziwnego, wewnątrz 46˚C, na zewnątrz 30˚C.
I don't know how this reptile is called but it didn't look happy. It was trying to escape from its terrarium. No wonder, the temperature was 46C inside and 30C outside.

środa, 17 lipca 2013

Wiedeń

Dzień pierwszy. Belweder
The first day. Belvedere.



Jak widać na załączonym obrazku w mieście wyraźne są różnice poziomów. Architekci pięknie wykorzystali ten aspekt zarówno w przypadku tego parku, jak i parku pałacu Schönbrunn.
Looking at the attached photo, in the city you can see level differences. Architects used this aspect beautifully according to this park and also the Schonbrunn palace.

To zdjęcie wygląda jak marna zabawa Photoshopem, ale to prawda, tak wygląda katedra świętego Szczepana pośród zabudowy zarówno starych odrestaurowanych kamienic i nowoczesnych "plomb".
This picture looks as if someone was playing with photoshop. Nevertheless this is how the St. Stephen's Cathedral looks like among renewed old tenant houses and modern ones.


Obok Hofburga pozostałości po Rzymianach, ładnie wyeksponowane.
Next to Hofburg there are some remains of the Roman walls very neatly exposed.


Dziedziniec Pałacu Hofburg. W nim między innymi Hiszpańska Dworska Szkoła Jazdy. Nie mieliśmy jednak wątpliwej przyjemności oglądania męczonych koników, w wakacje mają... wakacje :)
The courtyard of the Hofburg Palace. You can find Spanish court riding school in there. We didn't take  doubtful pleasure in watching tired horses. During the holiday, the have holiday.


Biblioteka Narodowa. Jest to największa biblioteka w Austrii, a jej główna sala jest naprawdę imponująca. 
National Library. This is the biggest library in Austria and its main hall is really impressive.


Muzeum Historii Naturalnej. Właściwie na zdjęciu bliźniacze - Muzeum Historii Sztuki. Zbiory - nie do opisania. Oglądaliśmy przez jakieś trzy godziny, dwa piętra, sal 39. Dosłownie przelecieliśmy przez działy minerałów, meteorytów, owadów... Dokładniej obejrzeliśmy skamieliny, wypchane zwierzęta zagrożone i/lub już wymarłe, Wenus z Willendorfu... Nawet bateria w aparacie się poddała.
Museum of Natural History. In the picture there is a twin building - Musum of History of Art. The collection is unbelievable.We spend 3.5 hrs watching and walking through 2 floors and 39 rooms. We just glanced at the minerals, meteors, insects... More precisely we looked at fossils, stuffed animals, endangered or extinct animals, Venus of Willendorf. Even the battery in our camera gave up.

Latimeria. W formalinie :)
Latimeria. In formalin.


Sowy śnieżne.
Snow owls