Pokazywanie postów oznaczonych etykietą friends. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą friends. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 maja 2015

Maj




Majówka pełna była spotkań z dawno nie widzianymi znajomymi. Spędziliśmy przemiły czas w Nowym Browarze - to będzie chyba nasze nowe ulubione miejsce. Zupa cebulowa, piwko, kaszanka, wnętrze, cisza, przestrzeń. Obejrzeliśmy też Starą Rzeźnię - może innym razem nas czymś zachwyci...  


Wróciłam do robótek. Muszę :)

niedziela, 29 marca 2015

Hmmm...


Jak zwykle zamieszanie. Przeziębienia, zmartwienia, szpital.
Ale równocześnie miły weekend, smaczne jedzenie, czas spędzony z rodziną, znajomymi. 


wtorek, 8 kwietnia 2014

Strzelce Krajeńskie

Ten weekend spędziliśmy w przemiłym towarzystwie. Odwiedziliśmy dawno nie widzianych znajomych i to był strzał w dziesiątkę. Pogoda dopisała, humory również, wróciliśmy do domu z naładowanymi akumulatorami. Taki dom rodzinny, gdzie każdy dba o każdego, widać wzajemne wsparcie, miłość dzieci i do dzieci, gdzie swoje miejsce na ziemi znalazło adoptowane zwierzątko, to jest prawdziwy dom. Dobrze jest spotkać ludzi, którzy wiedzą, co jest w życiu ważne.


sobota, 1 marca 2014

Geocaching


Poprzedni weekend był słoneczny i ciepły, a my dobrze to wykorzystaliśmy. Z okazji Międzynarodowego Dnia Przewodnika Miejskiego Szczecińskie Centrum Informacji Turystycznej SZMARAGDOWE-ZDROJE zorganizowało krótkie, ale treściwe wycieczki po okolicy. Dowiedzieliśmy się kilku ciekawostek, a przy okazji nasi zapaleńcy znaleźli chyba z sześć skrzynek Geocachingowych. Nie pamiętam niestety imienia i nazwiska pana przewodnika, a szkoda.




W międzyczasie świętowaliśmy urodziny naszych dzieciaków, a ostatniego dnia przedłużonego weekendu ( w poniedziałek) zwiedziliśmy stare miasto, kuzynka znalazła kolejne skrzynki, spędziliśmy czas na treningu i wymarzliśmy na dworcu. Za dwa tygodnie rewizyta :)

czwartek, 15 sierpnia 2013

Ukranenland.

Weekend drugi.


Oczywiście do ostatniej chwili trwały gorączkowe przygotowania, tutaj na przykład powstaje lampion. 


Czy ktoś z Was widział kiedyś pięciolistną koniczynę? My tak! Czterolistne to już przeżytek! Teraz rządzą pięciolistne! To musi oznaczać początek zmian na lepsze. 


Słowianie z Ukranenlandu nadpływają! A. tylko się przygląda, natomiast W. stwierdził, że może lepiej się schować?


Na szczęście zawrócili i zaatakowali inny pomost.


Odtwórcy bardzo upodobali sobie w tym roku kąpiele. Turyści nie byli zaskoczeni, chyba nagość po tej stronie granicy nie jest niczym gorszącym :)


Muzycy jak zwykle dopisali.


W tym skansenie zachwyca nas zawsze spokój. Cisza. Brak pośpiechu. Sielanka.


Jest czas na strzelanie z łuku, na siedzenie na pomoście, na gapienie się w niebo, z którego co roku spadają gwiazdy.


Na koniec odlatujące ptaszki. Czyżby lato naprawdę się kończyło?

wtorek, 13 sierpnia 2013

Burgfest Torgelow.

Pierwszy weekend sierpnia spędziliśmy za naszą zachodnią granicą. Oto krótka fotorelacja.


Nasze stoisko :)



Stoisko Racimira Gniewkowego :)


Trzeba wspomnieć, że Castrum to rekonstrukcja podzamcza z 1281 roku, więc z czasów późniejszych, niż odtwarzamy, ale rzemieślnicy i ludzie prości żyją zawsze i wszędzie, prawda?


Dzieciaki jak zwykle zachwycone zabawą na powietrzu, bieganiem boso, moczeniem głów w cebrzyku, królikami i swobodą... 


A. usiłowała tego lokatora wygonić z namiotu, ale on wyniósł się dopiero przy pakowaniu obozowiska. 



Kat bardzo nam się podobał (wiem, dziwne) zwłaszcza jak strzelał batem :)


Podczas Burgfest'u działo się tyle rzeczy, że nie sposób je wszystkie wymienić. Napomknę tylko o muzykach, których słychać wszędzie, zawsze, nawet do 4 nad ranem... Dzieciaki upodobały sobie pana sowę/koziołka/osiołka, który oprócz grania i śpiewania wydawał zwierzęce dźwięki, biegał za dzieciakami lub usiłował zjadać turystom placki.


środa, 17 lipca 2013

Wiedeń

Dzień pierwszy. Belweder. 
The first day. Belvedere.



Jak widać na załączonym obrazku w mieście wyraźne są różnice poziomów. Architekci pięknie wykorzystali ten aspekt zarówno w przypadku tego parku, jak i parku pałacu Schönbrunn.
Looking at the attached photo, in the city you can see level differences. Architects used this aspect beautifully according to this park and also the Schonbrunn palace.

To zdjęcie wygląda jak marna zabawa Photoshopem, ale to prawda, tak wygląda katedra świętego Szczepana pośród zabudowy zarówno starych odrestaurowanych kamienic i nowoczesnych "plomb".
This picture looks as if someone was playing with photoshop. Nevertheless this is how the St. Stephen's Cathedral looks like among renewed old tenant houses and modern ones.


Obok Hofburga pozostałości po Rzymianach, ładnie wyeksponowane.
Next to Hofburg there are some remains of the Roman walls very neatly exposed.


Dziedziniec Pałacu Hofburg. W nim między innymi Hiszpańska Dworska Szkoła Jazdy. Nie mieliśmy jednak wątpliwej przyjemności oglądania męczonych koników, w wakacje mają... wakacje :)
The courtyard of the Hofburg Palace. You can find Spanish court riding school in there. We didn't take  doubtful pleasure in watching tired horses. During the holiday, the have holiday.


Biblioteka Narodowa. Jest to największa biblioteka w Austrii, a jej główna sala jest naprawdę imponująca. 
National Library. This is the biggest library in Austria and its main hall is really impressive.


Muzeum Historii Naturalnej. Właściwie na zdjęciu bliźniacze - Muzeum Historii Sztuki. Zbiory - nie do opisania. Oglądaliśmy przez jakieś trzy godziny, dwa piętra, sal 39. Dosłownie przelecieliśmy przez działy minerałów, meteorytów, owadów... Dokładniej obejrzeliśmy skamieliny, wypchane zwierzęta zagrożone i/lub już wymarłe, Wenus z Willendorfu... Nawet bateria w aparacie się poddała.
Museum of Natural History. In the picture there is a twin building - Musum of History of Art. The collection is unbelievable.We spend 3.5 hrs watching and walking through 2 floors and 39 rooms. We just glanced at the minerals, meteors, insects... More precisely we looked at fossils, stuffed animals, endangered or extinct animals, Venus of Willendorf. Even the battery in our camera gave up.

Latimeria. W formalinie :)
Latimeria. In formalin.


Sowy śnieżne.
Snow owls

wtorek, 4 września 2012

Koniec lata

Nasze wakacje zakończyły się wędrówkami po ścieżkach zdrowia i parkach, kilkoma wypadami rowerowymi i spotkaniami z dawno nie widzianymi znajomymi. Plecak do szkoły spakowany, wyprawka zerówkowicza też i hej! do szkoły/przedszkola/pracy.



Tutaj jeszcze wrócimy, ta część parku jest nam obca, trzeba będzie ją zbadać, kiedy będzie na to czas. Zapowiada się ciekawie.


Gdańsk - c.d.

Kolejny dzień minął pod znakiem Jarmarku Dominikańskiego. Gdańsk jak zwykle urzekający, ale jarmark już chyba lata świetności ma za sobą. Chińszczyzna zalewa go coraz większą falą. Szkoda, bo dla mnie to całe życie wspomnień, łażenia wśród targu staroci, słuchania muzykantów, wdychania zapachów. Myślałam, że moje dzieci też poczują ten klimat, jednak trudno jest się zakochać w jarmarku w obecnym wydaniu.




Jedna z moich ulubionych uliczek, teraz jakoś niesamowicie pusta.

Sklep z produktami kaszubskimi. Kupiliśmy tam drobiazg, zdjęcie pojawi się przy kolejnej okazji.


Mali piechurzy mieli już dość trzeciego dnia ciągłych wędrówek, tylko małe zdobycze zakupione na jarmarku ratowały nas od szybkiego powrotu pociągiem do domu...

Nie zwróciłam uwagi, czy był tam zakaz parkowania, powinien chyba być?


To miejsce też uwielbiam. Starzeję się chyba.

Na koniec bonusik: zdjęcie tortu naszej chrześniaczki M.
Przyjęcie było przesympatyczne, szkoda było wracać do domu.