Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cats. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cats. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 września 2015

Ha, ostatni post?

Chyba nadszedł czas, żeby skończyć z tym blogiem. Niemal nikt tutaj nie zagląda, ja również :)
Częściowo będę się udzielała tutaj, być może czasem wrócę z jakąś krótką relacją z ciekawego wydarzenia. Zobaczymy.
Na pożegnanie kilka migawek z września.
(Zdjęć nie poprawiałam, niektóre z komórki, łapu capu, ale co tam). 


Końcówka sezonu to czas poprawek, reperowania i konserwacji sprzętu, dorabiania uchwytów i innych cudaków do nowych sprzętów i takie tam...


Wrzesień to również czas kumkwatów, zupy dyniowej, ciast dyniowych, dżemu dyniowego i dyni w occie. Dynia rządzi.


Pogoda nas rozpieszcza, więc jeszcze rower, ogniska, park linowy, spacery i co tam jeszcze...


Koty już czują zbliżającą się zimę. Koty trzeba przytulać, pogłaskać kiedy wrzeszczą, przykryć i nie budzić. Zimno im.


W tym zabieganym miesiącu między Norwegią, Zieloną Szkołą, basenem, Nocą naukowców i zbliżającym się Paprykarzem znalazł się czas nawet na Krwawy Księżyc. Efekt-worki pod oczami, ale co tam, następny taki widok za 18 lat :)



wtorek, 21 lipca 2015

Dżemy...


Wakacje, prawda? Nie czapiaj się...



Zdjęta szyna i obcięte włosy + ekstra fryzura.


Zrobiłam dzisiaj kilka słoików dżemu agrestowego i wiśniowego.
Jeszcze tylko powidła śliwkowe i dżem z jabłek. Ale chodzi za mną jeszcze chutney pomarańczowo-rabarbarowy. Może za kilka dni...

niedziela, 19 lipca 2015

Kilka zmian...





Czy ktoś wie, jak nazywa się ten kwiatek?



poniedziałek, 6 lipca 2015

Kupała i inne nocki


Kupała. Jeden z najważniejszych dni w roku.


Sójka. Ciekawska.


Wieczory spędzane na naszej ulubionej ławeczce na balkonie. Kto pierwszy, ten lepszy :)

niedziela, 29 marca 2015

Hmmm...


Jak zwykle zamieszanie. Przeziębienia, zmartwienia, szpital.
Ale równocześnie miły weekend, smaczne jedzenie, czas spędzony z rodziną, znajomymi. 


poniedziałek, 24 listopada 2014

Gwiazdki w głowie

Każdy z nas miewa takie dni, kiedy nie jest w stanie zwlec się z łóżka. Ja dzisiaj taki właśnie zaliczyłam. Zawiozłam jakoś dzieciaki do szkoły i na tym skończyłam swoją aktywność. 


Agacie bardzo się ten stan spodobał, postanowiła więc kompletnie się zrelaksować i uzupełnić zestaw "koc, herbata, gorączka".


Każdy rękodzielnik ma też takie swoje znienawidzone prace, które wiszą gdzieś tam w przestworzach i czekają na swoją kolej. 
Na mnie ten kawałek lnu czeka już chyba z 10 lat, a może nawet lepiej? Od początku jest oczywiście plan, co z tego będzie. 
Ale to liczenie? To nie kanwa... Poza tym ilość oczek nie zgadzała mi się ze zdjęciem, na którym wzór pasuje idealnie. A teraz, kiedy zaczęłam to wyszywać, efekt już mnie tak nie zachwyca, najchętniej zmniejszyłabym wszystko o 1/3. Ale już za późno. Do tego dzisiaj zabrakło mi muliny. Jak może nie być w domu białej muliny? Skandal, jednak nie ma. Ale jestem już bliżej końca, jak dalej, więc zrobię, odłożę i "z głowy".

wtorek, 18 listopada 2014

Szybko przed pracą

Rano szybkie pranie, zamiatanie, naczynia i milion innych spraw, nawet zdjęcie i szybciutki post.





Chociaż za oknem tego wcale nie widać - idzie zima. Widać to po kotach, które ciągle nas oblegają, bo im zimno. Widać po zadaniach dzieciaków - plakat świąteczny itp cuda. I widać po mojej robótce :)

czwartek, 2 października 2014

Zabijanie czasu

Początek tygodnia sprzyjał wieczornym spacerom z obserwacją saren, oraz przejażdżkom rowerowym.


Niestety teraz nadeszła pierwsza plucha, a wraz z nią przeziębienie przywleczone ze szkoły.


Dlatego każdy znalazł sobie jakiś kąt i robił to, na co miał ochotę. W. rysował Koziołka Matołka...


A. pochłaniała Pana Samochodzika...


P. deskował pokład...


Agata biegała za własnym cieniem...


A ja czytałam Jo Nesbo.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Ciasteczkowo

Zbliża się rok szkolny, zaczyna się bieganie, załatwianie... 
Jednak w całym zamieszaniu znalazłam czas na upieczenie sześciu blach duńskich pieprzowych ciasteczek.





Dzisiejsze przedpołudnie spędziłam  na "Śniadaniu przy Błoniach".
Było bardzo miło i cieszę się, że nareszcie znalazłam czas, żeby się tam wybrać. Szczecin zaczyna żyć właśnie dzięki takim inicjatywom, jak ta. Ruszył również szczeciński rower miejski, kolejny punkt dla nas! 
Poza tym spędziliśmy dwa wieczory z bliskimi nam ludźmi - Agata jest tym wyraźnie zmęczona :) 


Jutro dzień pod znakiem prasowania, ot takie przyziemne obowiązki :)
W następnym poście pokażę może mój wstęp do dioramek?
Czy może miałam jeszcze coś pokazać, a zapomniałam? Hmmm...

niedziela, 17 sierpnia 2014

Leniwa niedziela

Dzieci na wsi, a my leniuchujemy.


Snujemy plany na ostatnie dni wakacji.


Ja przyszywam krajkę (właśnie to męczyłam przez dwa dni w Ukranenlandzie, utkałam 2,5 metra) do mojej średniowiecznej sukienki.



Uszyłam też dwie poduchy do pokoju dzieciaków. Przepraszam - młodszej młodzieży, zapominam, że w domu mamy nastolatkę. 
Nie ma chyba szans, żebym uchwyciła prawdziwy kolor tego pokoju, przy każdym świetle wygląda inaczej. Przy okazji Agata pokazała się na zdjęciu ze swojej najlepszej strony ;) Poduchy tak nam się podobają (zwłaszcza deski), że chyba zamówię jeszcze więcej tej tkaniny. Agafia, co Ty na to? ;P 
Mam nadzieję, że młodzieży też przypadną do gustu.

sobota, 14 czerwca 2014

Dni Morza

Tak naprawdę ostatni tydzień był bardzo intensywny, jak każdy ostatnio. Zaczął się od rozgrywek sportowych rodzice kontra dzieci. Potem były przedstawienia, zaległe dni Mamy i Taty w szkole. 


A dzisiejszy dzień zaczął się tak:


Nie, nie pomyliłam się, zdjęcie jest prawidłowo odwrócone. Taki widok zobaczyłam nad sobą otwierając rano oczy.


Potem był czas na kawkę w nowym miejscu... zdania co do miejsca podzielone... czysto, schludnie, nowocześnie, jasno, ale mamrocząca obsługa... nie napiszę, gdzie byliśmy :)


W czasie, kiedy my spędziliśmy czas na czytaniu/wędrowaniu po okolicach, A. robiła lizaki na urodzinach koleżanki. 


Tytułowe Dni Morza zaczęliśmy od odwiedzenia szczecińskiej Wenecji.


Głównym celem był Sztandart, który odpłynął, zanim do niego doszliśmy. Co roku nie mamy do niego szczęścia, albo jest za ciemno, albo odpływa... a jest taki ładny.


Powrót przez zabudowę fabryczną. Kto i kiedy zabierze się za to miejsce?