Kapuzinerkressen, czyli nasturcja... pyszna, zdrowa i w dodatku ładna.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Torgelov. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Torgelov. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 20 sierpnia 2015
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
Burgfest
Cały rok na to czekaliśmy.
Ładna pogoda, przemiłe towarzystwo, rozmowy, rozmowy, rozmowy. Bardzo cieszy nas to, że nasi zachodni sąsiedzi uczą się języka polskiego. Rozmawialiśmy o różnicach kulturowych, językowych, o miastach, regionach... ludzie potrafią jeszcze ze sobą ciekawie rozmawiać.
Na koniec imprezy, z niemiecką precyzją (żeby nie było - po prostu sprawdzałam prognozę pogody na wetter.de) zaczęło padać. A w drodze powrotnej lało,że ho, ho!
Suszymy namiot i za tydzień powtórka z rozrywki :)
wtorek, 3 grudnia 2013
Już grudzień!
Co roku zaskakuje mnie, jak szybko przychodzi. No trudno.
Mikołaja spotkaliśmy w Torgelow. Tam jak zwykle spokój. Nasz kurs niemieckiego bardzo się przydaje, P. mówi non stop, ja rozumiem też znacznie więcej.
Co przywieźć dzieciakom z Weihnachtsmarkt'u? Najlepiej pierniczki :)
W domu pierwszym elementem świątecznym jest kula ziemska "obsiana" domkami z filcu. Kul powstało więcej - jedna dla Babci, a jeszcze jedna do szkoły, na konkurs.
Wyjrzę tak ostrożnie, to mnie nie zobaczą...
I chyba ostatnia rzecz, która "się robi" na święta. Nie widać wzoru, ale to kaszka.
czwartek, 15 sierpnia 2013
Ukranenland.
Weekend drugi.
Oczywiście do ostatniej chwili trwały gorączkowe przygotowania, tutaj na przykład powstaje lampion.
Czy ktoś z Was widział kiedyś pięciolistną koniczynę? My tak! Czterolistne to już przeżytek! Teraz rządzą pięciolistne! To musi oznaczać początek zmian na lepsze.
Słowianie z Ukranenlandu nadpływają! A. tylko się przygląda, natomiast W. stwierdził, że może lepiej się schować?
Na szczęście zawrócili i zaatakowali inny pomost.
Odtwórcy bardzo upodobali sobie w tym roku kąpiele. Turyści nie byli zaskoczeni, chyba nagość po tej stronie granicy nie jest niczym gorszącym :)
Muzycy jak zwykle dopisali.
W tym skansenie zachwyca nas zawsze spokój. Cisza. Brak pośpiechu. Sielanka.
Jest czas na strzelanie z łuku, na siedzenie na pomoście, na gapienie się w niebo, z którego co roku spadają gwiazdy.
Na koniec odlatujące ptaszki. Czyżby lato naprawdę się kończyło?
wtorek, 13 sierpnia 2013
Burgfest Torgelow.
Pierwszy weekend sierpnia spędziliśmy za naszą zachodnią granicą. Oto krótka fotorelacja.
Nasze stoisko :)
Stoisko Racimira Gniewkowego :)
Trzeba wspomnieć, że Castrum to rekonstrukcja podzamcza z 1281 roku, więc z czasów późniejszych, niż odtwarzamy, ale rzemieślnicy i ludzie prości żyją zawsze i wszędzie, prawda?
Dzieciaki jak zwykle zachwycone zabawą na powietrzu, bieganiem boso, moczeniem głów w cebrzyku, królikami i swobodą...
A. usiłowała tego lokatora wygonić z namiotu, ale on wyniósł się dopiero przy pakowaniu obozowiska.
Kat bardzo nam się podobał (wiem, dziwne) zwłaszcza jak strzelał batem :)
Podczas Burgfest'u działo się tyle rzeczy, że nie sposób je wszystkie wymienić. Napomknę tylko o muzykach, których słychać wszędzie, zawsze, nawet do 4 nad ranem... Dzieciaki upodobały sobie pana sowę/koziołka/osiołka, który oprócz grania i śpiewania wydawał zwierzęce dźwięki, biegał za dzieciakami lub usiłował zjadać turystom placki.
wtorek, 4 grudnia 2012
Torgelov
Grudzień rozpoczęliśmy od wyjazdu do Torgelov na Weihnachtsmarkt, gdzie stanowiliśmy poniekąd tło dla muzeum i jego okolic.
Gdyby nie ognisko, przy którym spędziliśmy cały dzień, chyba byłoby krucho. Warstwa na warstwie, wełniaczki, a jednak zimno dawało w kość. Gniewka uratowała mi życie dając mi wełniane rękawiczki (muszę zrobić zdjęcie). Sprzedaż-marna, ale klimat jak zwykle świetny, a to się liczy najbardziej. Przyszły nas odwiedzić pani burmistrz wraz z panią prezydent i z Mikołajem (ale takim naprawdę fajnym, nie ubranym jak u nas w tandetne ciuchy z makro). Stwierdziła, że jednak w przyszłym roku trzeba będzie umieścić nas pomiędzy domkami na rynku, gdzie odbywał się główny jarmark. Ale dosyć tego pisania! Wspomnę tylko, że kiedy my odmrażaliśmy sobie to i owo, dzieci pojechały z babcią do Pradziadków, 320 km pociągiem-ależ były przejęte :)
Jemioła w ogniu piekielnym.
Chłopaki przygotowują nasze stoisko.
Mikołaj, a raczej jego kawałek.
Wieczór był naprawdę zimny.
Stare mury i nowe muzeum.
Zwierzątko.
Skryba w muzeum. Ciekawostką jest fakt, że każda z woskowych postaci stworzonych na wystawę w muzeum ma twarz poszczególnych pracowników tegoż muzeum. Nawet dzieciątko z kolejnego zdjęcia jest chyba kopią brata któregoś z pracowników o ile dobrze zrozumiałam.
Ciekawa jestem, jakie miejsce zajmie głowa Michaela, dyrektora muzeum. Ależ włosy to ma tu bujne, a brodę, a ten kolor! W rzeczywistości ten fantastyczny muzyk wygląda "nieco" inaczej, chociaż rysy twarzy się zgadzają.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)








