Testujemy nowy sprzęt, ale najwyraźniej zapomnieliśmy wyłączyć edycję czasu :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą summer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą summer. Pokaż wszystkie posty
sobota, 12 września 2015
piątek, 31 lipca 2015
Berlin
Nie tak dawno fotografowałam podobne miejsce...
Cały dzień wędrówek. Obejrzeliśmy niemal wszystko, co chcieliśmy zobaczyć. Każdy znalazł swoje ulubione miejsce. A i P: zacisze okolic kościoła św. Mikołaja, W: Checkpoint Charlie. Mnie podobało się niemal wszystko. Wiele razy byłam już w Berlinie, ale nigdy nie miałam okazji zobaczyć tylu miejsc. Następnym razem planujemy spędzić dzień lub dwa na Wyspie Muzeów. I spacer po parku Zamku Charlottenburg. I muzeum techniki. I jeszcze milion ciekawych miejsc. Ja niecierpliwie będę czekać na rok 2019, w którym ma się zakończyć od/budowa pałacu królewskiego. Już chcę tam wrócić.
środa, 22 lipca 2015
Stralsund
Pokochałam to miasto.
Fantastyczne połączenie starego z nowym. Cisza, spokój, urok sam w sobie. Ozeaneum warte obejrzenia. Muzeum morza również, zwłaszcza, że znajduje się w ciekawym budynku...
Kto nie widział, niech żałuje, ale może lepiej, żeby nie trafiały tam tłumy turystów, bo zadepczą to piękne miasteczko.
wtorek, 21 lipca 2015
Dżemy...
Wakacje, prawda? Nie czapiaj się...
Zdjęta szyna i obcięte włosy + ekstra fryzura.
Zrobiłam dzisiaj kilka słoików dżemu agrestowego i wiśniowego.
Jeszcze tylko powidła śliwkowe i dżem z jabłek. Ale chodzi za mną jeszcze chutney pomarańczowo-rabarbarowy. Może za kilka dni...
sobota, 18 lipca 2015
Pomorze
Morze. Chyba w Jastrzębiej Górze.
Latarnia, jedna z 13-tu nad naszym wybrzeżem. Rozewie.
Sławutowo. Miejsce zbudowane między innymi przez Valerkę. Kto zna, ten wie :)
Warto, naprawdę warto tam zaglądać.
Sopot. Widać zresztą.
Rybak.
Gdańsk. Kulawo, ale poczłapaliśmy.
Po powrocie do domu - remont. Ładnie tu teraz. Jeszcze zakryjemy rurki i będzie super. Czego brakuje na zdjęciu? Półek na książki!
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
Burgfest
Cały rok na to czekaliśmy.
Ładna pogoda, przemiłe towarzystwo, rozmowy, rozmowy, rozmowy. Bardzo cieszy nas to, że nasi zachodni sąsiedzi uczą się języka polskiego. Rozmawialiśmy o różnicach kulturowych, językowych, o miastach, regionach... ludzie potrafią jeszcze ze sobą ciekawie rozmawiać.
Na koniec imprezy, z niemiecką precyzją (żeby nie było - po prostu sprawdzałam prognozę pogody na wetter.de) zaczęło padać. A w drodze powrotnej lało,że ho, ho!
Suszymy namiot i za tydzień powtórka z rozrywki :)
czwartek, 31 lipca 2014
A po powrocie...
Na dobry początek koncert Hugh Lauriego, podczas którego nie można było robić zdjęć. Ale nikt nie zabronił fotografować sceny bez muzyków :)
Swoją drogą, koncert przesympatyczny.
Potem inne miłe chwile.
A dzisiaj odpoczynek u naszych zachodnich sąsiadów w Pasewalku. Jakie to ładne miasteczko...
Na ostatnią minutę, jak zawsze przed wyjazdami do skansenów szykujemy się, szykujemy!
Kilogram lawendy, który dzisiaj zdążył do nas dotrzeć to naprawdę duuuużo suszu. 50 woreczków nie pomieściło całego zapasu tego pachnącego cudu anty-molo/komarowego. A nie mam już czasu na szycie kolejnych woreczków.
sobota, 26 lipca 2014
Nawet podczas urlopu można tworzyć
Zgodnie z obietnicą są to jedne z ostatnich drobiazgów odkładanych na później, zamówionych, albo z serii "kiedyś zrobię".
W kolejce czeka jeszcze jakaś serwetka, jeden haft, może bluzka.
Przenoszę się teraz w rejony drewna, minerałów i jeszcze czegoś, co pokażę z pewnością później.
poniedziałek, 9 czerwca 2014
Dzieje się...
Czerwiec miał być intensywny - i jest. Tydzień upłynął pod tytułem wycieczki do Ustki. A. wróciła bardzo zadowolona. W domu zapanowały w tym czasie ośmiorniczki oraz kaszanki, na które A. nie może patrzeć, nie mówiąc o jedzeniu. Ja zresztą też.
Uszyłam sobie lnianą sukienkę. Oczywiście na wyjazdy. Mama skroiła ją idealnie, więc szycie było przyjemnością. Jeszcze tylko dwie pary portek i przerobienie dwóch koszul.
Zwieńczeniem tygodnia było V Święto Cykliczne.
Przyjechałam na imprezę z grupą z Gartz.
Pogoda była wściekle upalna. Cieszę się, że dzieciaki nie pojechały ze mną, a dziwię się rodzicom, którzy zabrali maleństwa na taki morderczy przejazd. Żar z nieba, masa rowerzystów bez wody, bez czapki chociaż.
Wracałam krótszą drogą, nareszcie miałam czas zatrzymać się i obejrzeć kilka kątów. Moje nogi nie są szczęśliwe, wychodzi brak czasu na rower oraz działające zaledwie dwie przerzutki. Ale jestem twarda, pedałowałam przez 7 godzin.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)









